Kto chciałby o sobie powiedzieć, że jego życie to całkowita, absolutna porażka?

Każdy człowiek będzie się buntował na takie słowa, każdy będzie próbował odnaleźć tę choćby cząstkę, wskazująca na bycie wciąż w obszarach normalności. Będzie próbować wskazać to czy tamto wydarzenie, bądź dokonanie, aby obronić swoją istotę człowieczeństwa. Odszuka choćby iskrę, by móc znów rozpalić ten sam płomień: "naprawdę bardzo trudno przyznać się, że z kieliszkiem w ręku pozwoliliśmy się opętać zabójczej obsesji picia, od której już tylko Opatrzność może nas uwolnić".

Ta zatrata siebie nie ma porównania z niczym innym. Obłęd rozniecania wciąż na nowo tego samego płomienia życia, wciąż w tym samym palenisku wyssał z nas całą wole zmiany sytuacji. Beznadzieja i świadomość niemożności poradzenia sobie z alkoholizmem, przytłacza coraz bardziej.

Przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu i niekierowania swoim życiem, wbrew pozorom, przynosi wyzwolenie i staje się przyczynkiem budowania zupełnie nowego, szczęśliwego i wartościowego życia. To właśnie taka kapitulacja pozwala nam się wyzwolić i odzyskać siły. Ale dopóki nie nastąpi, głęboka i prawdziwa, niewiele się zmieni, a niekontrolowane pijaństwo będzie powracać. Choroba alkoholowa będzie się pogłębiać, a bezradność wzrastać. Świadczą o tym doświadczenia alkoholików, liczonych w miliony istnień.

Zaufanie do siebie w walce z alkoholem, jest nic nie warte i może być tylko przyczyną kolejnego upadku. Każdy z nas wie ile znaczy nawet najbardziej wytężona siła ludzkiej woli wobec podstępnej perfidii alkoholu i obłędu w jaki popadliśmy: "tyrania alkoholu działa jak miecz obosieczny: najpierw zostaliśmy porażeni przez obłędną pokusę skazująca nas na przymus picia, a następnie przez fizyczne uczulenie prowadzące do ostatecznego samozniszczenia w miarę rozwoju choroby".

Któż z nas potrafi oskarżyć siebie o rozsądek, skoro dopada nas to alkoholowe szaleństwo? Alkoholicy prawie nigdy nie wracają do zdrowia o własnych silach.

Ponad siedemdziesiąt lat temu, pewien makler giełdowy, który nie pił już kilka miesięcy, pomimo, że był alkoholikiem, został sam, daleko od domu w obcym mieście, gdzie z kilkoma osobami robili interesy. Nadszedł wolny łikend. W hotelu w którym mieszkał nie znał nikogo. Ale był tam bar. W kieszeni spora sumka. Nie chciał spędzać tego czasu w samotności. Jednak dobrze już wiedział, że nie potrafi kontrolować ilości spożywanego alkoholu i nie był pewny siebie. Bał się do niego wejść, bał się powrotu do pijaństwa.

W drugim końcu korytarza wisiał telefon. Zobaczył przy nim spis numerów do rożnych duchownych. Miał zwyczaj mawiać: "albo w to wchodzisz, albo idź na spacerek...". Nie wszedł do baru, a na spisie był ksiądz, który nazywał się Spacerek. Zadzwonił więc do niego i powiedział: "jestem ochlapusem z nowego jorku, czy nie zna ksiądz jakiegoś miejscowego pijaka, z którym mógłbym pogadać?"

Na szczęście księżulek wiedział co nieco o ruchu ewangelicznym "Grupy Oxfordzkie" i wysłał tego "ochlapusa" do siostry pewnego pijaka, który chociaż bardzo chciał i mocno się starał, nie potrafił przestać pić. Wcześniej był szanowanym lekarzem w tym mieście. Spotkali się więc, pogadali ze sobą, i w końcu po różnych perypetiach, ten drugi również przestał pić. Nie pili już we dwóch i rozumieli, że muszą się spotykać - bo to ich ratuje przed pijaństwem. Potrzebowali trzeciego, aby sprawdzić swoją teorię.

Wkrótce w tym mieście powstała grupa regularnie spotykających się pijusów, którzy dzięki temu przestali pić. Tak powstali Anonimowi Alkoholicy. Wspólnota ludzi, którzy dzieląc się nawzajem swoją siłą i nadzieją oraz doświadczeniem, utrzymują własną trzeźwość i pomagają ją osiągnąć innym alkoholikom, którzy wciąż jeszcze cierpią z powodu alkoholizmu. Padł mit, że alkoholik to ktoś kto pić musi.

Dlaczego tak bezwzględnym warunkiem jest całkowita kapitulacja i absolutna abstynencja od alkoholu? Po co jest konieczne poczucie osiągnięcia własnego dna?

Ponieważ potrzebna jest zmiana dotychczasowego sposobu życia. Przyjęcia innych jak do tej pory postaw i zachowań życiowych. To dopiero pod pręgierzem nałogu zwracamy się po pomoc i dopiero wtedy dowiadujemy się i tak naprawdę zaczynamy pojmować, skalę naszego upadku. Dopiero dzięki temu mamy motywację do tych zmian. I jeżeli jesteśmy skłonni naprawdę zrobić wszystko by się uwolnić od tej jakże bezlitosnej obsesji, otrzymujemy szanse na wyzdrowienie lub odrzucając tą nową świadomość, umieramy w alkoholowym cierpieniu.

Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli ktoś stał się alkoholikiem, kimś kto utracił kontrolę nad ilością spożywanego alkoholu, to pozostanie takim do końca życia. Gdyż jest to choroba nieuleczalna i pogłębiająca się. Możemy ją jednak powstrzymać, zaaresztować, poprzez zachowanie abstynencji od alkoholu. A dzięki rozwojowi osobistemu, duchowemu, możemy żyć tak, jak byśmy nigdy nie byli alkoholikami, a nawet nieco lepiej.





Alkoholizm to choroba, z którą można żyć... ile dałby ślepiec, za możliwość przejrzenia, jeśli warunkiem tego, byłaby abstynencja od alkoholu?

Mam na imię Jarek, jestem alkoholikiem, dziś nie piję.

W czasach kiedy jeszcze swoich kłopotów życiowych nie kojarzyłem z nadmiernym pijaństwem, sądziłem, że to zły los albo ludzie są przeciwko mnie. Zwłaszcza ci, którzy wspominali, że tracę czas, zamiast zająć się pożytecznymi dla mnie sprawami. Przecież robiłem najpożyteczniejszą rzecz pod słońcem. Przecież w tym świecie nie dawało się na trzeźwo żyć.

Przyszedł taki czas, że wierzyłem w to bezgranicznie, a wokół mnie następowała degrengolada. Musiałem przebywać w coraz to niżej cenionym przeze mnie środowisku, żeby ratować własne poczucie wartości. Ale i to w końcu nie starczało i sam dla siebie stałem się najgorszym środowiskiem. Zacząłem wierzyć, że utraciłem swoją szanse na normalne życie i straciłem nadzieję na jakąkolwiek poprawę.

Dobijało mnie pytanie - za co?

Wtedy na mojej drodze pojawiła się pewna okropna baba, która powiedziała mi, że jeśli przestanę pić to może się coś poprawić w moim życiu. Wogóle nie rozumiała, że ja nie mogę nie pić alkoholu, że to przerabiałem i że jest to niemożliwe.

Dziś jestem jej wdzięczny, bo wprowadziła mnie do świata, który wcześniej nie istniał. Zacząłem poznawać niepijących alkoholików. Od rozmowy z nią rozpoczął sie ciąg wydarzeń, który nazywam osobistym pechem, bo okazało się że ja jednak mogę nie pić!

Jestem wdzięczny sobie, że nie odrzuciłem tej szansy. Zrozumiałem, że absolutna abstynencja jest pierwszym i niewątpliwym krokiem do zmian w życiu, co ciekawe, zmian na lepsze, ale niekoniecznie łatwiejsze. Bo nagle musiałem stać się odpowiedzialnym człowiekiem i zacząć robić te pożyteczne rzeczy dla siebie, które wcześniej odrzucałem. Dzięki temu, dziś mam szansę rozwiązywać swoje kłopoty. Odzyskałem nadzieję i przestałem cierpieć z powodu alkoholizmu

alkoholizm jest chorobą

Alkoholizm jest chorobą, którą trzeba rozumieć.

alkoholizm u kobiet

Specyfika kobiecego alkoholizmu.
Strona alkoholiczki.

jak pomagać w chorobie alkoholowej

Jak pomagać alkoholikom. Rola rodziny.


Design downloaded from free website templates.